Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo autorskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo autorskie. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lutego 2012

Opracowanie ACTA - wspólny projekt INPRIS, Maruta i Wspólnicy oraz Parastudio

Chciałbym zaprosić do zapoznania się z opracowaniem ACTA przygotowanym m.in. przeze mnie tj. wspólnie przez Think Tank INPRIS, zespół kancelarii Maruta i Wspólnicy oraz Parastudio.

Wskazany materiał stanowi próbę zestawienia poszczególnych przepisów ACTA z polskimi przepisami; docelowo został stworzony w celu umożliwienia łatwego zapoznania się z tą tematyką szerszemu gronu osób, bez - obecnych niestety w mediach - przekłamań i nadużyć. Godna polecenia jest również infografika przygotowana przez Parastudio.

Całość można znaleźć na stronie internetowej INPRIS-u pod bezpośrednim linkiem: http://www.inpris.pl/infografika-prawo/acta-news-szymel/t/acta/

Będzie nam oczywiście bardzo miło, jeśli nasza praca wywoła zainteresowanie. Uprzedzam jednocześnie, że strona internetowa INPRIS-u jest obecnie dość istotnie przeciążona, co jednak - mam nadzieję - w najbliższym czasie przestanie utrudniać korzystanie z niej dzięki informatykom INPRIS-u.

poniedziałek, 23 marca 2009

Wolność słowa i przekazu a prawo cytatu - cz. 3

1.1 Wolności słowa na gruncie prawa polskiego
1.2 Prawo cytatu na tle wolności słowa
1.3 Problem wąskich ram prawa cytatu w „społeczeństwie internetowym” na tle wolności słowa

Przyglądając się bliżej instytucji prawa cytatu zastanowić można się nad tym, czy zagwarantowane przez przepis art. 29 ust. 1 ramy cytatu, wyznaczające pośrednio pewne granice wolności wypowiedzi w Polsce, przystają do współczesnego „społeczeństwa internetowego”. Problemem, z jakim wiąże się niedostosowanie w pewnym zakresie ram instytucji dozwolonego użytku, jest nie tylko ciągły rozwój techniki, ale i również zmiany, jakie zachodzą w samym społeczeństwie. Dzięki pojawieniu się Internetu oraz digitalizacji różnego rodzaju utworów przesyłanie informacji stało się niezwykle łatwe. Ludzie nie muszą już opisywać zabawnych scen z filmów, wzruszających audycji, czy bulwersujących materiałów, bo dzięki nowej technologii mogą je po prostu pokazać. Taka forma przekazu pozwala lepiej współodczuwać, zmniejsza możliwość nieporozumień, a co więcej, pozwala ludziom w różnych częściach świata odczuwać dokładnie to samo. Ponadto, wraz z tworzeniem się społeczności Internetowej, ludzie odczuli chęć komunikowania się niejako „z całym światem”, poprzez rożnego rodzaju fora, portale społecznościowe, czy serwisy typu Youtube. Wraz z upowszechnieniem się Internetu, czymś naturalnym stała się potrzeba wyrażania i przekazywania swoich myśli i odczuć, w tym również różnego rodzaju przekazów audiowizualnych, w „wolną przestrzeń Internetu”, tak aby każdy, kto tylko chce, miał możliwość zapoznania się z daną treścią. Zjawisko to spowodowało, że coraz więcej ludzi zaczęło rozpowszechniać różnego rodzaju utwory, w tym utwory audiowizualne, tym samym wychodząc poza ramy dozwolonego użytku prywatnego, który to stworzony został właśnie z myślą o dzieleniu się wrażeniami, jakich dostarcza sztuka, pomiędzy znajomymi poprzez wspólne korzystanie z utworów. W rezultacie osoby zamieszczające rożnego rodzaju chronione prawem autorskim treści, aby czynić to legalnie, muszą mieścić się w ramach dozwolonego użytku publicznego. Jednakże cele zawarte w art. 29 ust 1 PrAut wymienione zostały w sposób enumeratywny, z pominięciem celu informacyjnego. Oprócz tego, dozwolony przez prawo cytat stosowany może być jedynie w utworach stanowiących samoistną całość, co oznacza, że samo zamieszczenie fragmentu danego utworu bez żadnego twórczego kontekstu, choćby nawet mieściło się w ustawowym celu cytatu, nigdy nie będzie mieściło się w ramach dozwolonego cytatu. Warto podkreślić, że przewidziane przez art. 25 PrAut prawo przedruku pozwala na zamieszczanie niektórych krótkich materiałów (chociażby sprawozdań o aktualnych wydarzeniach) w celach informacyjnych, jednakże uprawnienie to przysługuje jedynie prasie, radiu i telewizji. Należy w tym miejscu zastanowić się, czy aby w dzisiejszych czasach roli, jaka przysługuje prasie lub radiu, nie może spełniać niemalże każdy aktywny użytkownik Internetu. Nawet jeśli odpowiedź na powyższe pytanie byłaby twierdząca, to i tak użytkownik ten nie ma prawa do rozpowszechnia celem informacyjnym jakiegokolwiek utworu. Z tych właśnie względów teoria i dozwolone ramy cytatu zaczynają coraz bardziej odbiegać od stosowanej w tej mierze praktyki, która w żadnym wypadku zgodna z prawem autorskim nie jest. Co więcej, w opinii większości społeczeństwa „dozwolone w ich przekonaniu ramy cytatu” pozwalają na znacznie więcej, niż wynika to z przepisów prawa i utrwalonej literatury. Dla większości, w szczególności „młodszego społeczeństwa” możliwość „dzielenia się” fragmentami różnego rodzaju utworów stała się częścią kultury i jest w ich przekonaniu przejawem korzystania z wolności wypowiedzi i przekazu.


Mając na uwadze powyższe rozważania uważam, iż w niedalekiej przyszłości zmiana przepisów regulujących prawo cytatu stanie się konieczna. W przeciwnym bowiem przypadku, przepisy te staną się jedynie martwym prawem, na które i tak nikt nie będzie zważał. Oczywiście zmiany te muszą uwzględniać również interes twórcy, który już dziś, w wyniku masowo podejmowanych działań wykraczających poza dozwolony użytek publiczny jest w znaczącym stopniu naruszany. W związku z powyższym, w moim przekonaniu wraz ze znaczącą zmianą technologii oraz kultury korzystania z cudzej twórczości, konieczna staje się próba ponownego wyważenia, poprzez instytucje dozwolonego użytku, w tym również prawa cytatu, interesów twórcy (a w szczególności jego majątkowych praw autorskich) z interesami całego społeczeństwa.

Autor: Agnieszka Wachowska

Wolność słowa i przekazu a prawo cytatu cz. 2

1.1 Wolności słowa na gruncie prawa polskiego
1.2 Prawo cytatu na tle wolności słowa
1.3 Problem wąskich ram prawa cytatu w „społeczeństwie internetowym” na tle wolności słowa

Przepisy prawa autorskiego za podstawowy fundament tej dziedziny prawa uznają zasadę monopolu autorskiego twórcy, tym samym ograniczając w istotny sposób wolność słowa i wypowiedzi zagwarantowaną przepisami Konstytucji RP oraz EKPC. Jednakże, jak zauważają J. Barta i R. Markiewicz: „przepisy prawa autorskiego zostały skonstruowane tak, by zachowany został racjonalny kompromis między słusznymi prawami autorskimi, a realizacją konwencyjnego (i konstytucyjnego) prawa do swobody wypowiedzi”[1].. Respektowanie przez prawo autorskie wolności słowa, w głównej mierze zagwarantować mają cztery zasady (instytucje) przewidziane przez prawo autorskie. J. Brata i R. Markiewicz wśród tych zasad (instytucji) wymieniają: 1) wyłączenie ochrony pomysłów i innych elementów dzieła określonych w art. 1 ust 2(1) PrAut, 2) ograniczenie czasu trwania autorskich praw majątkowych, 3) wykluczenie określonych wytworów intelektualnych spod działania ustaw autorskich oraz 4) treść samych przepisów o dozwolonym użytku[2]. Istotna rola przepisów o dozwolonym użytku uwarunkowana jest nie tylko interesem społecznym związanym z zapewnieniem ogółowi dostępu do informacji i dóbr kultury, ale również interesem potencjalnych autorów, którzy mogą się pełni realizować poprzez twórcze wykorzystanie cudzej twórczości.[3] Wobec powyższego pamiętać należy, aby przy wykładni przepisów dotyczących niektórych z form dozwolonego użytku, zawsze mieć na uwadze ideę, jaka legła u podstaw tych przepisów, w tym również prawa cytatu, sprowadzającą się do ochrony szeroko pojętej „wolności słowa”. Oznacza to, że wykładnia zakresu dozwolonego wykorzystywania prawa cytatu, w sposób pośredni, oddziaływać będzie również na zakres chronionej konstytucyjnie wolności słowa.


Podkreślić w tym miejscu należy, iż może się niekiedy okazać, że „ustawowe granice swobody wypowiedzi »wmontowane« do prawa autorskiego”[4] w sposób niedostateczny stoją na straży wolności słowa. Wolność słowa, będąca gwarancją niezbywalnych i nienaruszalnych praw, jest kategorią bardzo ogólną i trudną do zdefiniowania, natomiast dopuszczone przez prawo jako gwarancja wolności słowa różne formy dozwolonego użytku wymienione zostały w sposób bardzo kazuistyczny. Wobec powyższego może się okazać, że w obliczu zmieniającej się rzeczywistości (masowej komputeryzacji, digitalizacji, rozwoju Internetu), przewidziany przez prawo autorskie zakres dozwolonego użytku publicznego nie spełnia dobrze swojej roli i w sposób niedostateczny strzeże wolności słowa. Poza tym, kazuistyczne ujęcie form dozwolonego użytku nie pozwala na uniwersalną i elastyczną wykładnię tych instytucji. Powoduje to, że mogą zaistnieć nieprzewidziane wcześniej przez szczegółowe zapisy ustawy stany faktyczne, w których działania mieszczące się w realizacji podstawowego prawa, jakim jest wolność słowa, nie będą objęte zakresem dozwolonego użytku przewidzianego przez ustawę. Jak zauważają J. Barta i R. Markiewicz: „Analizowany problem dotyczy konfliktu między podstawowymi prawami i wolnościami respektowanymi na gruncie międzynarodowych konwencji oraz krajowych konstytucji a cywilnoprawnymi regulacjami występującymi w większości krajów. Chodzi tu o starcie się prawa własności, obejmującego też prawo autorskie (będące składową własności intelektualnej), z prawem do swobody wypowiedzi. Nie można przyjąć generalnego priorytetu jednemu z tych praw. W istocie w konkretnych sprawach konieczne staje się wyważenie sprzecznych interesów. Oba prawa mają bowiem ustrojowo fundamentalny charakter, aczkolwiek nie są absolutne.”[5]. Mając na uwadze powyższe, postulować można, aby zarzut naruszenia przepisów o dozwolonym użytku, w sytuacji, gdy z perspektywy art. 10 EKPC istnieją poważne racje przemawiające za tym, aby wolności wypowiedzi dać pierwszeństwo przed ścisłym przestrzeganiem przepisów prawa autorskiego, potraktować jako nadużycie prawa z art. 5 KC. Przy takiej celowościowej wykładni przepisów dotyczących instytucji dozwolonego użytku publicznego, w tym prawa cytatu, instytucja ta staje się znacznie bardziej elastyczna, przypominając nieco amerykańską doktrynę „fair use”. Pamiętać jednak należy, iż zarzut nadużycia prawa podnoszony być powinien jedynie w sytuacjach wyjątkowych i nie może stać się on z pewnością regułą przy wykładni przepisów o dozwolonym użytku publicznym.


Zgodnie z definicją podstawowego trzonu prawa cytatu zawartą w art. 29 ust. 1 PrAut w ramach prawa cytatu wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości jedynie w zakresie uzasadnionym wyjaśnieniem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości Jak widać z samej definicji zawartej w art. 29 ust. 1 PrAut możliwość skorzystania z instytucji dozwolonego użytku publicznego, jaką jest prawo cytatu w sposób istotny została ograniczona przez ustawodawcę wprowadzeniem kilku przesłanek warunkujących możliwość jej wykorzystania. Z samej definicji prawa cytatu wynika, iż ograniczające wolność słowa mogą być wąskie ramy tej instytucji. Wydaje się, że z punktu widzenia zagrożeń dla wolności słowa największe znaczenie przypisać można ograniczeniom związanym z wielkością przytaczanego urywka oraz z celem, w jakim fragmenty cudzych utworów mogą być cytowane, albowiem ograniczenia te w sposób najistotniejszy wpływają na swobodę przytaczania i odwoływania się do cudzej twórczości, a co za tym idzie, również na zakres ograniczeń wolności słowa. Podobnie zauważają J. Barta i R. Markiewicz wskazując, iż „w sytuacjach, gdy przepisy w prawie cytatu zezwalają jedynie na wykorzystanie fragmentu dzieła, a charakter i cel wypowiedzi wymaga przejęcia go w całości powstaje problem nieodpowiedniości tych przepisów w świetle prawa do swobody wypowiedzi”[6]. Przed problemem odpowiedniego wyważenia dóbr w kontekście dozwolonej wielkości cytowanego fragmentu stanął Sąd Najwyższy w Austrii. W orzeczeniu z dnia 3 października 2000 r. Sąd ten uznał, iż „dla zilustrowania sposobu prowadzenia przez gazetę »Neu Krone Zeitung« kampanii w sprawie koalicji dwóch partii konieczne było »zacytowanie« reprodukcji pięciu »pełnych« stron z tej gazety”[7]. Tym samym sąd uznał, że działanie wykorzystujące cudzą twórczość mimo, że nie mieściło się w ustawowym pojęciu fragmentu, a co za tym idzie nie było dozwolone w ramach prawa cytatu, uznać należało za dopuszczalne ze względu na wspomniane już poszanowanie dla wolności słowa. W podobnym tonie wydane zostało również orzeczenie Bundesgerichtshof dotyczące wykorzystania w sztuce teatralnej dwóch „obszernych fragmentów” z dramatów Bertolda Brechta w zakresie przekraczającym ramy dozwolonego cytatu, bez zezwolenia spadkobierców. W orzeczeniu tym Bundesgerichtshof stwierdził, iż „w przypadku kreacji artystycznej swoboda cytowania jest szersza i nie ogranicza się do sytuacji, gdy funkcją cytatu jest uzasadnienie (stworzenie podstaw) do własnego, osobistego ujęcia. Dostateczne jest już bowiem, gdy cytat stanowi narzędzie dla artystycznej opinii wyrażanej przez cytującego”[8]. Wolność wypowiedzi znaleźć może również niekiedy pierwszeństwo przed ścisłym przestrzeganiem przepisów związanych z enumeratywnie zakreślonym celem cytatu. Albowiem niekiedy okazać się może, że przytoczenie cudzej twórczości w pełni uzasadnione swobodą wypowiedzi, nie zawrze się w żadnym z celów prawa cytatu wymienionych przez art. 29 ust. 1 PrAut. Pamiętać jednak należy o tym, że działanie takie nie może prowadzić do ogólnego rozszerzania celów, w jakich cytat może być zastosowany. Wyliczenie z art. 29 ust. 1 ma charakter wyczerpujący, wobec czego wykładnia rozszerzająca tego przepisu może być stosowana jedynie wówczas, kiedy konkretne ograniczenie uznane zostanie za godzące w porządek prawny i wolność słowa zagwarantowaną przez art. 10 EKPC i art. 54 ust. 1 Konstytucji RP.

Autor: Agnieszka Wachowska

[1] J. Barta, R. Markiewicz, Prawo autorskie..., s. 316
[2] Zob. Ibidem.
[3] Ibidem.
[4] Ibidem.
[5] J. Barta, R. Markiewicz, Autorskie prawa…, s. 321
[6] Ibidem, s. 318
[7] Ibidem.
[8] Ibidem.

Wolność słowa i przekazu a prawo cytatu - cz. 1

Przedstawiam pierwszy z trzech fragmentów pracy magisterskiej Agnieszki Wachowskiej na temat cytatu utworu audiowizualnego. Jeśli ktoś się interesuje tą tematyką to całą pracę Agi można będzie znaleźć w jednym z tegorocznych ZNUJ - Prace z Prawa Własności Intelektualnej.



1.1 Wolności słowa na gruncie prawa polskiego
1.2 Prawo cytatu na tle wolności słowa
1.3 Problem wąskich ram prawa cytatu w „społeczeństwie internetowym” na tle wolności słowa


W literaturze podkreśla się, że „Wolność wypowiedzi jest uważana w myśli liberalnej za najważniejszą z wolności obywatelskich. Służy ona nie tylko samorealizacji jednostki, ale pełni także niezwykle ważną funkcję w procesie sprawowania władzy”[1]. Piewcy wolności obywatelskiej i wolności słowa, tacy jak John Milton i John Stuart Mill przekonani byli o tym, że wolność słowa jest naturalnym prawem jednostki, którego uznanie jest niezbędnym warunkiem odkrywania prawdy w życiu publicznym. W ich przekonaniu to właśnie „wolny rynek idei” leżący u podstaw wolności słowa jest jedynym mechanizmem pozwalającym na pełne poszukiwanie prawdy w życiu publicznym[2].


W polskim systemie prawnym „wolność słowa” chroniona jest na poziomie konstytucyjnych oraz zagwarantowana jest na mocy licznych konwencji i umów międzynarodowych, w tym w art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka[3]. Zgonie z treścią artykułu 54 ust. 1 Konstytucji RP: „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”[2]. Również art. 10 ust. 1 EKPC przewiduje, iż: „Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe (…)”[5]. Na podstawie wskazanych przepisów powszechnie uznaje się, że pod ochronę prawa brane są cztery podstawowe wolności: 1) wolność wyrażania swoich poglądów za pomocą wszelkich dostępnych sposobów ich uzewnętrzniania, 2) wolność rozpowszechniania swoich i cudzych poglądów, 3) wolność dostępu do istniejących źródeł informacji pozwalająca zapoznawać się z cudzymi poglądami, 4) wolność poszukiwania informacji[6]. Warto w tym miejscu podkreślić, iż chroniona na gruncie prawa polskiego „wolność wyrażania poglądów” kwalifikowana jest jako wolność o charakterze osobistym, a nie politycznym. Wynika to z faktu, iż objęte są nią zapatrywania każdego człowieka, a nie tylko obywateli, w bardzo szerokim zakresie obejmującym przekonania w sprawach publicznych, wszelkiego rodzaju opinie dotyczące różnorodnych sfer i aspektów życia oraz oceny w najrozmaitszych kwestiach[7]. Wobec powyższego, „wolność słowa” odnosi się nie tylko do wolności prezentowania swoich poglądów, myśli bądź opinii za pomocą słowa pisanego, czy mówionego, ale również do wolności prezentowania innych form wyrazu. Co więcej, w dobie „kultury obrazkowej”, wspomniana wolność słowa coraz częściej sprowadzać się będzie do wolności prezentowania, rozpowszechniania i wykorzystywania „obrazów” (tj. grafik, symboli, zdjęć czy rysunków) oraz materiałów audiowizualnych, w których prezentowane są pewne idee, czy poglądy. Warto w tym miejscu podkreślić, iż niekiedy obraz, (rozumiany szeroko jako obraz statyczny i dzieło audiowizualne zarazem) jest w stanie wyrazić znacznie więcej niż same słowa. Przykładowo, dramat i tragedię prowadzonej wojny znacznie lepiej jest w stanie oddać kilkusekundowy film, czy jedno zdjęcie, niż wielostronicowy tekst, czy nawet pełna emocji dłuższa wypowiedź. Dlatego, patrząc na problem „wolności słowa” i przekazu, pamiętać należy o tym, iż wolność ta ściśle związana jest z realiami społecznymi w jakich się znajduje. W czasach, w których to właśnie dzieło audiowizualne staje się jednym z głównych nośników myśli i idei, konieczne jest spojrzenie na wolność słowa również jako na „wolność przekazu obrazkowego”. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na nowy przejaw korzystania z obrazu jako nośnika idei, polegający na tworzeniu i zamieszczaniu w Internecie w okresie kampanii wyborczych licznych, zwykle krótkich, materiałów audiowizualnych w formie animowanej, bądź też w formie kolażu, mających na celu oczernienie, bądź ośmieszenie konkurencji, albo też zachwalanie własnego kandydata lub ugrupowania. Nasilająca się skala wskazanych zachowań powinna uzmysłowić wszystkim, jak wielką rolę z punktu widzenia postrzegania wolności słowa odgrywa w dzisiejszych czasach utwór audiowizualny.

Autor: Agnieszka Wachowska

[1] P. Sarnecki (red), Prawo konstytucyjne, wydanie 5, Warszawa 2005 r. s. 74


[2] Zob. W. Wacławczyk, [w:] Prawa i wolności I i II generacji… pod red. A. Florczak, B. Bolechowa, Koncepcja „wolnego rynku idei” w świetle współczesnych standardów swobody wypowiedzi, Toruń 2006 r., s. 163-164
[3] Konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (EKPC) sporządzona w Rzymie 4 listopada 1950 r., weszła w życie 3 września 1953r., ratyfikowana przez Polskę 19 stycznia 1993 r.
[4] Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. (Dz. U. z 1997 r. Nr 78, poz. 483 z późn. zmianami)


[5] Zob. Dz. U. z 1993 r. nr 61 poz. 284
[6] Zob. P. Sarnecki, Prawo konstytucyjne…, s. 74


[7] Zob. P. Sarnecki, [w:] Prawo mediów pod red. J. Barta, R. Markiewicz, A. Matlak, Regulacja problematyki środków społecznego przekazu w Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, s. 23

piątek, 16 stycznia 2009

Wirtualne spory na realnej wokandzie

Wirtualne światy, których sztandarowym przykładem jest Second Life (SL), kojarzone bywają na ogół z grami fabularnymi (RPG). W obydwu przypadkach chodzi o wcielenie się w wymyśloną przez siebie postać. Stąd rozpowszechniło się słowo „awatar”, zapożyczone z mitologii hinduskiej, oznaczające wcielenie, reinkarnację boga. W klasycznej RPG (rozgrywanej bez użycia komputera), możliwości graczy ograniczone są jedynie ich wyobraźnią i ewentualnie założeniami osoby prowadzącej grę (mistrza gry). Mistrz gry wymyśla treść, fabułę gry oraz opisuje efekty poczynań graczy. Podobnie dzieje się w SL, z tą różnicą, że rolę mistrza gry przejmuje system wraz z jego administratorem. Nie ma wobec tego wątpliwości, że SL jest grą i to grą specyficzną, ponieważ nie kreuje fantastycznego świata nadprzyrodzonych mocy (tak jak choćby World of Warcraft), ale stara się symulować realny świat.

Symulacja stworzona SL może być tak łudząca, że niektórym ciężko wyznaczyć granicę pomiędzy światem wirtualnym, a realnym. Gdy w klasycznym RPG postać zostaje okradziona graczowi, który ją prowadzi nie przyjdzie (mam nadzieję) do głowy pomysł pozwania mistrza gry lub innych graczy. Sytuacja nie jest już taka oczywista w wirtualnym świecie, gdzie gracze wyłamują się z ram gry i wnoszą realne pozwy (sprawa Eros LLC v. Doe1). Można wskazać dwie przyczyny zacierania się granic pomiędzy wirtualnymi światami a rzeczywistością. Pierwszą jest brak zasad postępowania w SL i mechanizmów wymuszających ich respektowanie. Może wirtualne prawo wraz z wirtualnym wymiarem sprawiedliwości rozwiązałoby problemy graczy? Pomysł wydaje się fantastyczny, ale dzięki niemu wirtualne spory przestałyby „wyciekać” do realnego świata. Na marginesie można dodać, że rozwiązałaby się wtedy, również skomplikowana kwestia wskazania prawa właściwego. Drugiej, istotniejszej przyczyn trzeba poszukiwać w powiązaniu walutowym. Wirtualne pieniądze, zwane w SL Linden Dollars, są wymienialne na dolary amerykańskie2. Oznacza to, że wirtualne usługi mają swoją realną wartość, co więcej można na nich dobrze zarobić. Wszędzie, gdzie istotną rolę odgrywa interes majątkowy prędzej czy później pojawi się prawo cywilne.

Gdyby traktować SL poważnie obfituje on w problemy prawne. Przykładowo powstaje kwestia obrotu awatarami oraz wirtualnymi przedmiotami, zwanymi również artefaktami. Elementem umowy tego typu z jednej strony jest zobowiązanie do przekazania określonej kwoty Linden Dollars lub realnych pieniędzy (częściej w przypadku przeniesienia praw do awatarów). Od razu pojawia się pytanie czy świadczenie w wirtualnej walucie jest świadczeniem pieniężnym. Idąc dalej, najwięcej wątpliwości wiąże się ze świadczeniem drugiej strony. Na pewno nie chodzi o przeniesienie własności, ponieważ artefakty nie są rzeczami, a co się z tym wiąże nie mogą być przedmiotem prawa własności. Można rozważyć cesję wierzytelności przysługującej użytkownikowi względem administratora. O ile taka konstrukcja wydaje się mieć uzasadnienie w przypadku sprzedaży praw do awatarów, to w stosunku do artefaktów mogą pojawić się problemy z ustaleniem treści cedowanej wierzytelności. Inną możliwością jest doszukanie się w akcie kreowania awatara lub artefaktu działalności twórczej, a co się z tym wiąże, uznania ich za utwory. Wracamy tym samym do pierwszego spotkania dotyczącego przedmiotu prawa autorskiego. W SL użytkownicy mają dużą swobodę w kształtowaniu awatarów oraz artefaktów. Właściwie od nich zależy wygląd tego wirtualnego świata, natomiast rola administratora sprowadza się jedynie do zapewnienia narzędzi potrzebnych do jego budowy. Stąd wydaje się zasadne przyjęcie takiego rozwiązania. Świadczeniem wzajemnym byłoby wtedy udzielenie licencji względnie przeniesienie autorskich praw majątkowych do artefaktu. Aczkolwiek w drugim przypadku pojawia się problem zachowania formy pisemnej. Na rzecz tezy, że awatarzy i artefakty są utworami świadczą pierwsze przypadki „wycieków” wirtualnych sporów do realnych świata. W powołanej wcześniej sprawie Eros LLC v. Doe powód oparł swoje roszczenia na naruszeniu praw autorskich. Również w ciekawym przypadku obscenicznego przerwania wywiadu z awatarem Anshe Chung3, jego „właścicielka” zażądała zaniechania rozpowszechniania screen’ów z tego wywiadu na portalach internetowych powołując się na jej prawa autorskie.

Przedstawione zagadnienie to prawdziwy „wierzchołek góry lodowej”. Skoro SL symuluje realny świat, to również jest tak samo bogaty w problemy prawne. Pytanie tylko czy nie byłoby celowym wyraźne oddzielenie gry od rzeczywistości.

1 Powód rozpowszechniał za wirtualną opłatą akcesoria erotyczne w SL. Pozwany skopiował akcesoria i oferował je po niższej cenie. Skarga dotyczyła naruszenia praw autorskich. Z uwagi na problemy z ustaleniem realnego pozwanego sprawa nie została jeszcze rozstrzygnięta. Więcej informacji zob. http://www.citmedialaw.org/threats/eros-llc-v-doe
2 Średni kurs w 04.12.2008 roku wynosił 267 L$ za 1USD.
3 zob. http://prawo.vagla.pl/node/6978 i linki tam podane

czwartek, 4 grudnia 2008

Czy utwór można "złapać"?

Pojęcie „własności intelektualnej” stało się popularnym określeniem zbiorczym na wszystkie prawa wyłączne mające za przedmiot wytwór ludzkiego intelektu wypierając w tym zakresie pojęcie „praw na dobrach niematerialnych”. Sztandarową dziedziną własności intelektualnej jest prawo autorskie. Pomijając dyskusję ile we własności intelektualnej jest z „klasycznego” prawa własności porównajmy przedmioty obu tych praw. Prawo własności odnosi się do rzeczy, natomiast przedmiotem praw autorskich jest utwór. Z zasady rzeczy są naturalnie wyodrębnionymi elementami materii. Dlatego kodeks cywilny w art. 45 poprzestaje na sformułowaniu, że „rzeczami w rozumieniu niniejszego kodeksu są tylko przedmioty materialne”. Nikt nie zastanawia się raczej, gdzie kończy się kubek z herbatą, a zaczyna blat biurka. Inaczej przedstawia się sprawa w przypadku utworów, ponieważ stanowiąc umowny byt niematerialny wymykają się spod oceny naszych zmysłów. Prawo autorskie nie może, więc poprzestać na skonstruowaniu uprawnień, ale musi jeszcze sformułować kryteria na podstawie, których będzie można wyodrębnić chronioną wartość. W przeciwnym wypadku prawo autorskie jako prawo podmiotowe nie ma sensu, skoro nie wiadomo co ma chronić.

Jeśli chodzi o ustalenie co jest utworem, a co nim już nie jest, niewiele kwestii zostało rozstrzygniętych „na pewno”. Wiadomo, że utworami nie są akty normatywne, opublikowane opisy patentowe lub ochronne, dokumenty urzędowe, proste informacje prasowe i inne wytwory opisane w art. 4 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (pr. aut.). Wiadomo również „na pewno”, że ochroną prawnoautorska nie dotyczy również odkryć, idei, procedur, metod i zasad działania oraz koncepcji matematycznych. Aczkolwiek postawienie granicy między pomysłem a formą jego wyrażenia nastręcza już pewnych problemów. Przykładem niech będzie kwestia ochrony koncepcji postaci fikcyjnych, albo ogólniej obrazu zindywidualizowanego występującego w utworze artystycznym[1]. Wiadomo, że utworem powinien być każdy ustalony przejaw twórczej działalności o indywidualnym charakterze (tak w uproszczeniu brzmi ogólna definicja utworu z art. 1 pr. aut). Ale nie bez złośliwości można zauważyć, że jest to przykład definicji ignotum per ignotum.

Skoro utwór definiowany jest za pomocą pojęć nieostrych, to naturalną konsekwencją takiego stanu jest przesunięcie ciężaru określenia, która działalność intelektualna podlega ochronie prawnoautorskiej na sądy. Orzecznictwo w tym zakresie przedstawia się okazale i może być przedmiotem obszernej analizy, ale ogólna dyrektywa oceny jest bardzo liberalna. W efekcie rozważano uznanie za utwór nawet kompozycji zapachowej[2], która z uwagi na swoją powtarzalność powinna podlegać ewentualnie ochronie jako tajemnica handlowa.

Czy zatem możliwe jest wytyczenie jakiś granic dla utworu, w taki sposób, aby nie sprowadzałoby się to do twierdzenia, że „wszystko co pod słońcem twórczo wyraził człowiek, może podlegać ochronie prawa autorskiego”. Myślę, że wyodrębnienie utworów spośród innych przejawów działalności intelektualnej jest możliwe. Jednakże sędziowie nie powinni polegać wyłącznie na swojej intuicji, a częściej sięgać do narzędzi takich jak koncepcja statystycznej jednorazowość Kummera, czy warstwowej budowy utworu Kopffa (zob. posty 1 i 2). Nie są to narzędzia uniwersalne i wolne od wad, ale w wielu przypadkach mogą okazać się pomocne. Zadaniem doktryny prawa jest natomiast ulepszanie istniejących i budowanie nowych koncepcji, które miałyby na celu „uchwycenie” utworu.

Czy jest to zadanie wykonalne? Profesorowie J. Barta i R. Markiewicz mówią, że takie próby, które oni sami zresztą podejmowali, są „błędami młodości”. Dążność do „mierzalności utworu”, ich zdaniem, jest nieosiągalna. Trudno zignorować głos autorytetów, którzy sporą część swojego życia poświęcili na rozwiązywanie problemów prawa autorskiego.

[1] O koncepcji „obrazu zindywidualizowanego” zob. M. Poźniak-Niedzielska [w:] J. Barta (red.), System Prawa Prywatnego. Tom 13, Prawo autorskie, Warszawa 2007, s. 9-11; szerzej A.Kopff, Dzieło sztuk plastycznych i jego twórca w świetle przepisów prawa autorskiego, Kraków 1961, s. 47-65

[2] zob. orzeczenie Hoge Raad z 16 czerwca 2006 roku w sprawie KECOFA B.V. v. LANCÔME PARFUMS ET BEAUTÉ et Cie S.N.C., syg. C04/327HR

poniedziałek, 17 listopada 2008

Korespondent zza Odry - melduje sie!

Prace nowelizacyjne nad prawem autorskim toczą się w bólach nie tylko u nas. Pod spodem fragment mojego tekstu analizującego ostatnią nowelizację niemieckiej ustawy o prawie autorskim.

Umowa o korzystanie z utworu na polach eksploatacji nieznanych w chwili jej zawarcia. Analiza zjawiska po wejściu w życie „Drugiej ustawy regulującej prawo autorskie w społeczeństwie informacyjnym"

Stan prawny przed wejściem w życie ustawy

Do 1 stycznia 2008 roku w prawie niemieckim, podobnie jak nadal w prawie polskim, zawarcie umowy o korzystanie z utworu na polach eksploatacji nieznanych w chwili jej zawarcia było uważane za nieskuteczne (Por. art. 31 ust. 4 UrhG oraz 41 ust. 4 PrAut).

Uregulowanie to podyktowane jest ochroną twórcy jako słabszej strony umowy i zagwarantowaniem mu swobody decyzji w przedmiocie udzielenia zgody na korzystanie z utworu dopiero wtedy, gdy nowe pole eksploatacji, jego zakres i gospodarcza wartość staną się znane obu
kontrahentom. Z jednej więc strony chronione są interesy osobiste twórcy i jego więź z utworem, z drugiej wyraz znajduje inna podstawowa dla prawa autorskiego zasada, że interes majątkowy twórcy powinien być uwzględniony zawsze wtedy, gdy utwór przynosi materialne korzyści.

Konsekwencją przyjęcia zasady ochrony twórcy jest uwzględnienie jego perspektywy przy ocenie, czy pole eksploatacji można uznać za znane. Konkretna forma korzystania z utworu musi rysować się jako technicznie możliwa i gospodarczo relewantna „przeciętnemu" twórcy, nie wystarczy, że potrafią ją zdefiniować kompetentni fachowcy. Chodzi tu jednak o kryterium zobiektywizowane – „przeciętnego twórcę", który obraca się w odpowiednim kręgu twórczym i ma świadomość zachodzących w nim procesów, a nie konkretnej strony umowy, co ma służyć pewności obrotu.

Na tle art. 31 ust. 4 UrhG był spór zarówno w doktrynie, jak i orzecznictwie, o interpretację pojęcia nowego pola eksploatacji – jak określić granicę między technicznym udoskonaleniem znanej formy korzystania z utworu a nowym polem eksploatacji. Niemiecki Sąd Najwyższy w orzeczeniu „Zauberberg" z 19.05.2005 w kolejnej w orzecznictwie próbie tej definicji przyjął przede wszystkim dwa kryteria – poprzez nowy technicznie sposób rozpowszechniania utworu
zasadniczo zmienić się mają możliwości korzystania z niego, co w efekcie spowodować ma powstanie nowego rynku konsumenckiego. Dlatego też Sąd Najwyższy uznał, że płyty DVD nie stanowią nowego pola eksploatacji utworów filmowych, bo mimo, iż poprawiły jakość oglądanych utworów, to zastąpiły jedynie kasety VHS jeżeli chodzi o rynek konsumencki, a w rezultacie nie powiększyły udziału twórców w gospodarczych korzyściach płynących z eksploatacji utworów. Orzeczenie to spotkało się z krytyką części doktryny .

Problem niejasności definicji „nowego pola eksploatacji" i fakt, że jego rozstrzygnięcie następowało najczęściej po wieloletnich sporach sądowych, był jedną z przyczyn, dla których zdecydowano się na uchylenie art. 31 ust. 4 UrhG.

Kolejnym argumentem za nowelizacją, był (jak wynika z uzasadnienia projektu rządowego) problem nabywania praw do korzystania z utworów na nowych polach eksploatacji wiele lat po zawarciu umowy. Bardzo często dochodzenie, kto obecnie te prawa posiada, koszta z tym związane, upływ czasu, oraz fakt, że w przypadku utworów zbiorowych wymagana jest zgoda każdego z twórców faktycznie to uniemożliwiały. Autorzy uzasadnienia projektu mówią wprost o „zagrzebanych w rozlicznych archiwach skarbach, które należy nareszcie udostępnić ogółowi dzięki nowym formom eksploatacji" .

„Drugi Koszyk" – okoliczności uchwalenia

Z dniem 1 stycznia 2008 roku weszła w życie „Druga ustawa regulująca prawo autorskie w społeczeństwie informacyjnym" (tzw. Drugi Koszyk), nowelizująca ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 9 września 1965 roku, będąca efektem dostosowywania niemieckiego prawa autorskiego do wymogów Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2001/29/WE z dnia 22 maja 2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów prawa autorskiego i praw pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym oraz Traktatów WIPO. Ustawodawca niemiecki prace nad nowymi uregulowaniami podzielił na trzy etapy. W „Ustawie regulującej prawo autorskie w społeczeństwie informacyjnym" (tzw. Pierwszy Koszyk), która weszła w życie 13 września 2003 roku unormowane zostały najbardziej pilne i najmniej kontrowersyjne zagadnienia, których nieterminowe implementowanie groziło sankcjami Komisji Europejskiej. Pojawiły się tu m.in. „publiczne udostępnienie utworu" jako forma eksploatacji, niektóre przewidziane przez dyrektywę formy dozwolonego użytku publicznego, ogólnie sformułowany dozwolony użytek prywatny, skuteczne zabezpieczenia techniczne.

Wykorzystując fakt, że Dyrektywa pozostawiła państwom margines swobody w regulacji wynagrodzenia podmiotom praw autorskich i praw pokrewnych korzystania z przedmiotu ich praw w ramach dozwolonego użytku, ustawodawca niemiecki wprowadził owo rozstrzygnięcie dopiero w tzw. Drugim Koszyku. Zdecydował się w nim na pozostawienie obok licencji indywidualnych (jakie wprowadziły DRMy) systemu pobierania ryczałtowych wynagrodzeń od producentów i dystrybutorów sprzętów umożliwiających zwielokrotnianie utworów (zreformowany został jednak sposób obliczania wynagrodzenia) oraz doprecyzował pojęcie dozwolonego użytku prywatnego. Obecnie trwają prace nad tzw. „Trzecim koszykiem", w którym nowe oblicze zyskać ma dozwolony użytek publiczny w zakresie nauki.

W ustawie, która weszła w życie 1 stycznia 2008 roku, obok postanowień implementujących Dyrektywę, zdecydowano znowelizować też zakaz zawierania umów o korzystanie z utworów na polach eksploatacji nieznanych w chwili jej zawarcia, czego ratio legis omówiłam wyżej.

W miejsce uchylonego art. 31 ust. 4 UrhG pojawiły się przede wszystkim art. 31a UrhG (regulujący umowę o korzystanie z utworu na nieznanych polach eksploatacji), art. 32c ust. 1 UrhG (regulujący wynagrodzenie za korzystanie z utworu na później powstałych polach eksploatacji) oraz art. 137 l UrhG (przepis przejściowy).

Umowy zawarte po 1 stycznia 2008

1. Postulat określoności

Czynność prawna „Einräumung von Nutzungsrechten" jest wprawdzie wspomniana w art. 31 ust. 1 zd. 1 UrhG i powszechnie przyjmuje się jej rozporządzający charakter, ale nie zostało ustawowo bliżej uregulowane, w jaki sposób do niej dochodzi. Z zasad ogólnych niemieckiego prawa cywilnego wynika, że u podstaw czynności prawnej rozporządzającej leży czynność prawna zobowiązująca, umowa, ale są to dwie oddzielne (Trennungsprinzip) czynności prawne, mimo że często zawarte równocześnie . W doktrynie przyjmuje się więc, że do „Einräumung von Nutzungsrechten" dochodzi na podstawie dowolnej umowy do której odpowiednio stosuje się przepisy części ogólnej oraz zobowiązań BGB, natomiast w zakresie nieuregulowanym umową
uzupełniająco stosuje się przepisy o przelewie praw – art. 413 BGB.

Art. 413 BGB przy przelewie praw odsyła do przepisów o przelewie wierzytelności – art. 398 i następne BGB. W przypadku przyznania prawa do korzystania z utworu na polach eksploatacji, które nie są jeszcze znane, mielibyśmy do czynienia z przypadkiem przelewu praw przyszłych, która, podobnie jak w prawie polskim, jest w prawie niemieckim dopuszczalna . Żeby jednak była skuteczna, zarówno przedmiot przelewu jak i zakres przelewanych praw, muszą być w umowie na tyle przybliżone, żeby w momencie powstania prawa dało się je automatycznie określić. W przypadku art. 31a UrhG i 32c UrhG nasuwa się wątpliwość, czy postanowienie o przyznaniu prawa do korzystania z utworu na polu eksploatacji, które jeszcze nie istnieje jest wystarczające dla spełnienia wymogu określoności. Wśród komentatorów tego rozwiązania przyjmuje się, że konkretyzacja pola eksploatacji w momencie wykorzystania na nim utworu, ten postulat spełnia.

2. Prawo odstąpienia

Instytucja prawa odstąpienia została uregulowana w nowych przepisach bardzo lakonicznie. Zostało ono przyznane twórcy, aby nadal mógł decydować, czy korzystanie z utworu przez inne podmioty nie sprzeciwia się jego interesom twórczym.

Twórca nie może odstąpić od umowy tylko w trzech przypadkach: kiedy upłynął przewidziany w ustawie okres po tym, jak druga strona umowy dopełniła obowiązku informacyjnego o przewidywanym korzystaniu z utwory na nowym polu eksploatacji; kiedy po powstaniu nowego pola eksploatacji umówił się co do wynagrodzenia, oraz kiedy jego utwór znajduje się w zbiorze i byłoby to sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Poza tym, może on odstąpić zawsze – w przepisach nie jest wymieniony ani termin, ani warunki na podstawie których może swoje prawo wykonać. Co więcej, nie ma też mowy o tym, jakie niesie to ze sobą skutki dla reszty umowy i świadczenia wzajemnego. Czy stosować dla prawa odstąpienia przepisy BGB o odstąpieniu od umów wzajemnych?

W art. 31a ust. 3 UrhG pojawia się nowa kategoria utworów zbiorowych, szersza niż uregulowane do tej pory w art. 8 UrhG współautorstwo i w art. 9 UrhG współtwórczość. W związku z brakiem definicji zbioru w ustawie, pojawia się problem, czy w przepisie tym chodzi o zbiór powstały w celu wykorzystania utworów na nowym polu eksploatacji, czy też o zbiór istniejący wcześniej, który ma zostać wykorzystany na nowym polu eksploatacji.

3. Wynagrodzenie

Jeżeli w momencie zawarcia umowy twórca przyznał prawo do korzystania z utworu na nieznanym polu eksploatacji, od momentu w którym korzystający poinformuje twórcę na ostatni znany sobie adres, że zaczął z tego uprawnienia korzystać, na podst. art. 32c ust. 1 UrhG twórcy przysługuje roszczenie o „szczególne" wynagrodzenie. „Szczególność" wynagrodzenia jest tu wyjątkowo niejasna – czy oznacza to, że twórca otrzymał już w momencie zawarcia umowy stosowne wynagrodzenie za korzystanie z utworu i zostanie ono teraz odpowiednio podwyższone, czy też dopiero od momentu określonego w art. 32c ust 1 UrhG twórcy przysługuje jakiekolwiek wynagrodzenie? Drugie rozwiązanie wydaje się o tyle niebezpieczne, że wykładając ten przepis dosłownie, jeżeli korzystający swojego obowiązku informacyjnego nie dopełni, twórca nie może się od niego domagać wynagrodzenia. Przysługuje mu najwyżej roszczenie odszkodowawcze, ale wykorzystanie utworu nie jest bezprawne.

Z drugiej strony, jeżeli korzystający poinformuje twórcę, że zaczął korzystać z utworu na nowym polu eksploatacji, a stronom nie uda się umówić co do należnego wynagrodzenia, to twórca może nadal od umowy odstąpić.

Podsumowanie

Nowelizacja art. 31 ust. 4 UrhG jest posunięciem rewolucyjnym, uwzględniając dotychczasową linię orzeczniczą i stanowisko doktryny. Trudno uznać, żeby była to nowelizacja w pełni udana, biorąc pod uwagę omówione przeze mnie problemy, rozwiązanie których będzie zadaniem sądownictwa oraz kolejnych nowelizacji.

Tendencja ta zostanie jednak prawdopodobnie utrzymana, w związku z coraz szybszym rozwojem techniki oraz wspieraniem przez rząd konkurencyjności rynku niemieckiego - na rynku anglo-amerykańskim podobny zakaz nie obowiązuje.

W obliczu podobieństwa uchylonego art. 31 ust. 4 UrhG do art. 41 ust. 4 PrAut należałoby sie natomiast zastanowić na ile taka rewolucja sprawdziłaby sie w polskim prawie autorskim.

niedziela, 10 czerwca 2007

Warstwowa teoria budowy utworu cz.2

Koncepcja warstwowej budowy utworu wychodzi od przyjętego w doktrynie podziału utworu na elementy treści i formy.

Koncepcja stanowi również uproszczony model powstawania i odbioru utworu. Z punktu widzenia twórcy cały proces zaczyna się od pomysłu, który przetworzony w jego świadomości daje początek obrazowi zindywidualizowanemu. Następnie, na bazie tak subiektywnie ujętej treści autor wymyśla założenia konstrukcyjne przyszłego utworu (formę wewnętrzną). Ostatnim etapem, jest nadanie formy zewnętrznej, którą można nazwać inaczej ustalającą, ponieważ służy percepcji utworu. Odbiorca zapoznaje się z utworem w sposób odwrotny – od warstwy formy zewnętrznej do pomysłu. Z wyjątkiem formy zewnętrznej, która podlega poznaniu zmysłowemu proces ten wymaga od odbiorcy wysiłku intelektualnego. Dlatego poziom poznania utworu bywa zróżnicowany. Jest to szczególnie widoczne w utworach dużych o skomplikowanej formie.

W przypadku utworu literackiego warstwy wyglądają następującą:
  1. Idea: temat utworu np. ukazanie rewolucji i jej dynamiki
  2. Obraz zindywidualizowany: kreacje bohaterów
  3. Forma wewnętrzna: zastosowanie metafory do gospodarstwa rolnego; tempo akcji; wyznaczenie punktu kulminacyjnego; rodzaj narracji (chronologiczna), rodzaj zakończenia – wszystkie te elementy trzeba odnieść do konkretnego utworu – w tym przypadku „Animal Farm” G.Orwella
  4. Forma zewnętrzna: dobór słownictwa, stylistyka, język; przykładowo: „The birds did not understand Snowball's long words, but they accepted his explanation, and all the humbler animals set to work to learn the new maxim by heart. FOUR LEGS GOOD, TWO LEGS BAD”
Z punktu widzenia prawa autorskiego nie zawsze jest sens w wyodrębnianiu warstwy obrazu zindywidualizowanego. Ma to znaczenie zwykle wtedy, kiedy utwór zawiera elementy fikcyjne, ponieważ ich interpretacja (konkretyzacja) ma miejsce właśnie w warstwie obrazu np. stworzenie rycerzy Jedi przez G.Lucasa. Obraz powinien być twórczy, niebanalny w przeciwnym razie zbyt mało będzie go wyróżniało od pomysłu. Powództwo o „plagiat” przeciw Danowi Brownowi autorowi książki „Kod Leonarda da Vinci” pokazuje, że oparcie swoich roszczeń tylko o wykorzystanie warstwy obrazu zindywidualizowanego może nie dać oczekiwanego rezultatu.

Zgodnie z teorią warstwową ochronie podlegają wszystkie trzy warstwy utworu (obraz zindywidualizowany oraz obie formy). Pewne komplikacje może rodzić norma z przepisu art.1 pkt 21
pr. autorskiego mówiąca, że ochronie podlega sposób wyrażenia, a więc forma. Przepis ten w czasie, kiedy warstwowa teoria budowy utwory powstawała jeszcze nie istniał w ustawie. Został tam umieszczony w wyniku dostosowywania polskiego prawa do postanowień traktatu TRIPS. Powstaje pytanie czy obraz zindywidualizowany jest chroniony?

poniedziałek, 4 czerwca 2007

Warstwowa teoria budowy utworu - pierwsza krew

Na ostatnim spotkaniu oderwaliśmy się od „rzeczówki” i przenieśliśmy się na grunt bardziej przeze mnie lubiany tzn. prawa autorskiego. Dyskutowaliśmy nad warstwową koncepcją utworu stworzoną przez Andrzeja Kopffa (po raz pierwszy ogłosił ją w swojej pracy „Dzieło sztuk plastycznych i jego twórca w świetle przepisów prawa autorskiego” z 1961 roku). Koncepcja powstała na podstawie dzieł niemieckiego prawnika Kohlera oraz filozofii Ingardena. Celem, jaki postawił sobie autor było teoretyczne wyjaśnienie twórczości zależnej. Podstawowe założenia warstwowej koncepcji utworu:

1) w utworze można wyodrębnić trzy warstwy:

a. obraz zindywidualizowany – twórcze podejście do tematu; jego interpretacja charakterystyczna dla twórcy; temat (idea, pomysł) jest dostępny dla każdego i nie podlega ochronie, ale twórca może go tak zmodyfikować swoim umyśle, że nabierze cech indywidualnych, niepowtarzalnych tak powstały obraz zindywidualizowany zdaniem Kopffa zasługuje na ochronę

b. formę wewnętrzna, rozumianą przez Kopffa jako „obleczenie obrazu zindywidualizowanego w kształt artystyczny”; w zakres tej warstwy wchodzą wszystkie elementy konstrukcyjne utworu, które odbiorca może rozpoznać po zapoznaniu się z forma zewnętrzną; fabuła, tempo akcji (utwór literacki) kompozycja (dzieło malarskie)

c. formę zewnętrzną, czyli sposób ustalenia dzieła; z punktu widzenia odbiorcy jest to warstwa, którą poznaje w pierwszej kolejności; do tej warstwy zalicza się przykładowo dobór słów, stylistykę (dzieło literackie); wybór techniki malarskiej, kształt brył (utwór malarski)

2) każda warstwa, jeśli zawiera elementy twórcze stanowi osobny przedmiot prawa autorskiego.

3) do opracowania dochodzi kiedy twórca zależny wykorzystuje w swoim utworze (recypuje) co najmniej jedną z warstw utworu pierwotnego.

Pod wpływem krytyki Kopff w artykule „Autorskie dzieła zależne w świetle teorii o warstwowej budowie utworu” (Studia cywilistyczne t.29 1978) zmodyfikował koncepcję na potrzeby utworów muzycznych oraz zrezygnował z założenia, że każda warstwa jest osobnym podmiotem prawa autorskiego. Równocześnie stwierdził, że teoria ma charakter uproszczonego modelu i nie pretenduje do miana uniwersalnej.